• Wpisów:59
  • Średnio co: 38 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:21
  • Licznik odwiedzin:35 731 / 2283 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W pogoni za marzeniami
wspominamy to
co nigdy się nie wydarzyło
puste kartki z kalendarza
zapisane iluzorycznymi zdarzeniami
stają się zakładnikami
obumierającej przeszłości
a serce wali jak szalone
widząc pozorne wspomnienia
odmawiające zejścia
w cień przeszłości
bo serce wie coś
o czym umysł nie ma pojęcia
wczorajsze teraz
może nastąpić jutro
gdy ocean czasu
zwróci nam to
co kiedyś w nim pogrzebaliśmy
 

 
Myśli wirują powoli
swobodnie unosząc się ku górze
nabierając szaleńczego pędu
zataczają coraz szersze kręgi
nieuchwytnym pragnieniem
tworząc malownicze widnokręgi
upragnionych miraży
i rozedrgane serce
ochoczo wyrywa się z piersi
by opuścić bezbarwną drogę
codziennej bezczynności
tylko ciało oderwane od duszy
bezmyślnie się buntuje
zastygając w bezruchu
dzisiejszego poranka
by trwać na posterunku
więzienia świadomości
która ochoczo zamienia w szarość
wyśnione miraże
przemieniając je w niebyt
upragnionego przemienienia
i tylko czas bezustannie
przez palce płynie
z każdym dniem
odbierając nadzieję
na pochwycenie
tajemnicy odrodzenia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W gęstej mgle oddania błądzi
walcząc z porażającą ciężkością
zmęczonych powiek
mozolnie brnie w bagnie nieistnienia
snując nadzieje urojone
w mękach przewinienia
swoją winę na szczyt wznieść próbuje
by zarzucić ją w pamięć nieistnienia
z krwawym krzykiem
serce wyrywa się na wietrze szalenie
w szczerej chęci odkupienia
by w podmuchach wiatru
doznać rozgrzeszenia
i o pomstę do nieba woła
za rozumu podjęte bezmyślne kroki
prowadzące bezpowrotnie do wiecznej samotności
i wśród szczytów podejmuje rozpaczliwe kroki
by wypatrzeć w otchłani
niewinnie tlącą się nadzieję
pukającą do zamkniętych bram
złotego serca przywdzianego krzywdami
by wraz z nią kajać się do granic upodlenia
w prośbie o łaskę zadośćuczynienia
 

 
Szklany obraz
przepala swoim impulsem
diody rozsądku po mózgu rozsiane
beznamiętnie wszczepiając śmiercionośne ideały
głodne umysły
w srebrzystym blasku skąpane
pełne wiary w czeluści otchłani
spadają
karmiąc swe marzenia
ckliwą brednią o lepszym dniu
gdy na ich twarzach w końcu zagości słońce
kruche umysły
skażone nieczystym ideałem
zamieniają się w bezmyślne hordy
na drodze wiecznego potępienia
przez swój osąd swoiście stworzony
w krzywym zwierciadle zduszonego sumienia
i niewinną krwią zalewają
zatłoczone ulice
w niemej rozpaczy unicestwienia
zostawiając za sobą zaschniętą smugę
bezbarwnego schematu życia
w chwili ostatniego tchnienia
niemym krzykiem głośno wołają
o pomstę wszechobecnego znieczulenia
  • awatar maudire: wiec zróbmy tak żeby nasze życie nie miało schematu i nie zostało tylko bezbarwna smuga.
  • awatar Martwica serca`: wiesz, brak mi słów w sumie aby opisać Twój wiersz. Jest taki pełen ekspresji, pełen uczuć, ale tak ogarniającego smutku i bólu... nieziemskie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wtulona w przyjaciółkę matki, Sammy powoli odzyskiwała panowanie nad sobą. Wątłe ramiona kobiety, jej nieporadne poklepywania i nerwowe uspokajające szepty, dawały dziewczynie oczekiwane ukojenie. Trwając w uścisku scementowanym niewypowiedzianym cierpieniem, obie pogrążyły się w rozmyślaniach. Nie zdawały sobie sprawy, że ich myśli obierają te same tory. Wiedziały, że nie mogą cofnąć czasu, dlatego skrycie pragnęły oszukać ponury los, który zapowiadał ich rozłąkę. Obie pragnęły tego, by mogły rozpocząć życie - razem - od początku, krocząc ramię w ramię, tą samą drogą. Jednak los nie dawał im złudnych nadziei. Bowiem choć tak bliskie sobie, w świetle prawa były dla siebie zupełnie obce. Nie łączyły ich żadne formalne więzi. Mając tą świadomość, trwały w szczelnym uścisku, by jak najdłużej cieszyć się swoją bliskością. W niemym uścisku, zastygły w nostalgicznym bezruchu, tworząc żywy posąg tęsknoty i trwając tak czekały na nadejście notariusza.
Z odrętwienia wyrwało je dopiero pochrząkiwanie mężczyzny. Był to swoistego rodzaju majestatyczny jegomość. Niski, krępy, z wiecznie czerwoną twarzą i nieustanie trwającą lekką zadyszką, swą posturą przypominał raczej karykaturę ogrodowego krasnala, przez co kompletnie nie pasował do roli szanowanego znawcy prawa.Jednak wbrew pozorom był świetnym specjalistą.
- Witam drogie panie - powiedział pan Moons lekko dysząc, po czym skłonił się lekko. Nerwowo gestykulując pulchnymi dłońmi kontynuował dalej:
- Niezmiernie mi przykro, że musiały panienki tak długo czekać, ale zaszły pewne okoliczności. Tak, tak wyszły pewne rewelacje. Nie spodziewałbym się...W każdym razie nie przypuszczałem...
Wyrwane z zadumy kobiety z oszołomieniem przyglądały się jak pan Moons nerwowo przeciera twarz chusteczką. Niewiele rozumiały z jego chaotycznych słów, jednak ich milczenie, zachęciło notariusza do ciągnięcia wywodu:
- Przepraszam moje drogie panienki, jestem nadzwyczaj poruszony. Wszystko dopięte na ostatni guzik, a tu trach! Wszystkie plany legły w gruzach. Panienka miała dziś wyjechać do ośrodka, wszystko pięknie ładnie załatwione, a tu los nam taką niespodziankę zgotował. Nie spodziewałem się. Doprawdy, jestem dogłębnie poruszony! Taką niespodziankę zgotował los, a już wszystko załatwione, a tu nagle trzeba od początku...- notariusz, coraz bardziej poruszony bredził niezrozumiale o niespodziewanej odmianie losu. Sammy, lekko poirytowana niezrozumiałym wywodem, krępego mężczyzny, nie wytrzymała i weszła mu w słowo:
- Do cholery! Panie Moons! Może pan w końcu przejść do rzeczy?! O czym pan mówi?!
- Tak, tak. Najmocniej panienkę przepraszam. Już, już mówię. O czym to ja...a tak, tak. Otóż mam dobre wieści. Przed godziną w moim biurze pojawiła się pewna kobieta. I wyobraźcie sobie Sammy nie jest na tym świecie sama, ma ciotkę, która... - notariusz kontynuował dalej ożywiony, ale Sammy już nie słuchała. Oniemiała, zamarła i z szalenie bijącym sercem spojrzała w kierunku nieopodal stojącej kobiety. Ich spojrzenia spotkały się, a świat wokół Sam lekko zawirował.
Nieznajoma była kobietą w średnim wieku. Jej skromny, dość niedbały ubiór, definiował ją jako podstarzałą dziwaczkę. Jednak z postury kobiety bił majestat, jej dystyngowanie i siła, znajdujące odzwierciedlenie w oczach, sprawiały, że Sammy od samego początku wiedziała, że kobieta ta jest niezwykła. Utwierdziła się w tym przekonaniu gdy z ust nieznajomej dotąd ciotki, dobiegły ją słowa wypowiedziane kojącym, ciepłym głosem:
- Samantho, witaj moje dziecko. Nie marnujmy czasu, przed nami długa droga do domu.

* * * *
 

 
Cóż za piękno w tobie
gdy umieszczasz stateczną monotonię
w teorii chaosu
nasycając przestrzeń przyspieszonym tchnieniem
ciepło zewsząd bije nieskończone
przelewając się falą ukojenia
i gwiazdy za dnia na niebie wschodzą
tworząc niepohamowane pobudzenie
i tylko czekasz na deszcz upadłych aniołów
co z czary grzechu spijają soki
w orszaku cielesnego uwielbienia
gdy porażone magnetycznym grzmieniem
zaproszone zostaną na samozagładę
swojego sumienia
jak bracia słońc odległych
wypalających się za życia
w beznamiętnym ogniu wątłego pochodzenia
co chłodem zabija tak jak nożem
trącając zmrożonymi jęzorami ognia...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Śpisz
Nie chcesz się obudzić
Młode serce boi się świata
Pogrążony w ciemnościach
Przemierzasz wszystkie zakamarki swojego umysłu
Kraina nocy otula otchłanią nicości
Zabierając cię do miejsca
W którym wciąż szukasz
Sam nie wiedząc czego

Zatapiasz się w wykreowanych obrazach
Nie zauważając otaczającego cię świata
Nakreślona wizja jest taka przyjemna
Taka namacalna
Taka prawdziwa
Ty to wykreowałeś
Przepięknie...

Szkoda że to tylko wizja
Prawdziwy świat wygląda zupełnie inaczej
Musisz go poznać żeby go zrozumieć
Może dzięki temu
Spełnią się twoje marzenia

Choć czasem bywa to bolesne
Rozkładasz się na czynniki pierwsze
Żeby zrozumieć sens swojego istnienia
Szukasz odpowiedzi
Coś ulotnego nienamacalnego w tobie
Tworzy niezależny świat
Po każdej odpowiedzi
Zsyłając szereg kolejnych pytań
O zagubiony sens istnienia

Nikt nie mówił że będzie łatwo
Życie to tylko karuzela przypadkowych zdarzeń
Wszystko się razem łączy
Nasze decyzje mają konsekwencje
Których ogromu nie możemy pojąć
Czasem trzeba z czegoś zrezygnować
By dostać w zamian o wiele więcej

Świat myśli
To w nim jest zapisane twoje życie
Tylko tutaj można połączyć wszystko w całość
Stawiając czoła rzeczywistości
Możesz znaleźć prawdziwe odpowiedzi
Czy to się uda zależy od ciebie
Tylko odwaga i determinacja pozwolą
Zmierzyć się z rzeczywistością
Czy masz odwagę zmierzyć się z rzeczywistością
Śniąc na jawie sen który się nie kończy?
 

 
Samotna gwiazda swobodnie spada w dół
Tracąc na swoim blasku
Upadając wciąż skrada oświetlenie sceny
W teatrze jednego aktora
Tworząc unikatową tragedię
Skąpaną w grze cieni
Osadza aktora do nowej roli
W sztuce życia
Osadzonej w mrocznej poświacie
Upadając podnosi kurtynę
Zwiastując rozpoczęcie spektaklu
Zabierając resztki oświetlenia
Biedny aktorzyna pozostawiony samemu sobie
Na publiczny widok został wystawiony
By odegrać rolę życia
Bez żadnego scenariusza
Teraz leży na deskach sceny
Bezbronnie obnażony
Bojąc się publicznego upokorzenia
Leżąc w bezruchu wystawia się
Na lincz wściekłego tłumu
Z każdą chwilą
Coraz głośniej ogłaszając
Wolny angaż w teatrze jednego aktora
  • awatar The Kill: kolejny świetny wiersz. Deski teatru ukazujące nasze zycie to idealny wybór
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Żyjemy razem
Jednak obok siebie
Oddzieleni murem skrywanej tajemnicy
W milczeniu zaklinając wszystkie przewinienia
W szlachetnym celu prawdę na dno spychamy
Opasając ją wdzięczną wstęgą wspólnego dobra
Zakłamane rozgrzeszenie dla samych siebie
Niewinną oznaką tchórzostwa
Skrywając prawdę w dobrej wierze
Nieświadomie tworzymy bombę cierpienia
Ironiczna zrodziła się kwestia
Tajemnice bowiem najbardziej ranią tych
Których mają chronić
  • awatar Ninka.: świetny artykul. masz talent
  • awatar SiewcaZwątpienia: Prawdą jest iż tajemnice zazwyczaj najbardziej ranią tych,których chcieliśmy ochronić.Mimo iż chcemy ukryć jakąś raniącą prawdę to nieświadomie krzywdzimy drugą osobę..niestety niepotrzebnie.
  • awatar The Kill: tajemnice... czasem jednak lepiej powiedzieć co jednak chcielibyśmy ukryć, ale strach przed reakcją drugiej osoby jest silniejszy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
W meandrach wolności
gdzie człowiek jak młody bóg
jest panem świata
w wolności wyboru
komercja w utajeniu zniewala
opiewając delikatną nitką babiego lata
tworząc więzienie współczesnego świata
naiwna istota dobrowolnie kajdany zakłada
stając się towarem konsumpcyjnym
w pogoni za pustymi ideałami
i w człowieku coraz mniej
z człowieka zostaje
wraz z postępem uprzedmiotowienia
aż dziw bierze, że rozumna istota
nie zadaje pytania
dlaczego musi ponieść koszt samostanowienia
by czerpać z wolności
współczesnego świata
  • awatar dissolved: daje do myślenia ;)
  • awatar malgorzata: Jesteśmy zbyt mocno zsocjalizowani, by ciągle bić się z myślami i zadawać ciągłe pytania. Zbyt wiele rzeczy wydaje nam się oczywistych, a wcale oczywiste nie są. Łatwiej się żyje nie myśląc, nie pytając, nie zastanawiając sie. A kto nie chce łatwości życia?
  • awatar J.K.: Wymowne
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Stojąc na pogorzelisku zwątpienia
wdycham swąd zlęknionej duszy
oceniając żniwo niszczycielskiej siły
pod ciężarem stóp rozpadają się
pozostałości kruchej konstrukcji
wspaniałomyślnych planów ogniem strawionych
w zwęglonych szczątkach nielicznie prześwitują
resztki nadziei jęzorami ognia naznaczone
lecz nieugięte niszczycielskiej sile
resztki będące świeżym tchnieniem
na drodze ku odrodzeniu stają się
fundamentalną podstawą pod nowe wzniesienie
odradzającej się z popiołów podupadłej duszy
  • awatar Revelin: @dissolved: @SiewcaZwątpienia: @The Kill: Bardzo dziękuję za Wasze słowa :)
  • awatar dissolved: Twoje wpisy mogę czytać i czytać... ;)
  • awatar SiewcaZwątpienia: Zawsze mnie zachwyca w Twych wierszach ta całą zawiłość słów.Choćby nie wiadomo jaki dzień był nudny i jałowy to wystarczy przeczytać jeden z Twoich wierszy aby zacząć w końcu wysilać swe szare komórki.Dziękuje Bardzo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Gdy nie możesz zasnąć czego ci brakuje?
jakie hodujesz w sobie marzenia?
odnajdź je i spytaj jak je osiągnąć
stoisz na rozdrożu
odpuść sobie
i podejmij decyzję
słyszysz?
daj spokój tej zakompleksionej istocie tkwiącej w tobie
niech będzie szczęśliwa
dlaczego wybierasz porażkę kiedy możesz odnieść sukces?
nie chcesz żeby było dobrze?
czego się boisz?
wolisz odtrącić to co może przynieść życie niż ponieść porażkę?
twoje problemy nie znikną
ale musisz iść do przodu
tyle razy byłaś już na dnie
choć raz spróbuj wspiąć się na szczyt
ja za ciebie tego nie zrobię...
 

 
Uzewnętrzniać się ze swoich problemów wprost nie potrafię
dlatego nauczyłeś się zapuszczać korzenie między słowami
czytasz ze mnie jak z otwartej księgi
choć masz zamknięte powieki
to co ważne dla serca wychwytujesz z dźwiękową falą
ranisz swe wrażliwe ucho
słuchając zdartej płyty mego wewnętrznego głosu
z dysharmonii dźwięków wyłapujesz pojedyncze fale
tworząc z nich obrazy artyzmem nasycone
nadając sens mojemu istnieniu
z otwartym umysłem odrzucasz sens fałszywego postrzegania
by wcielić w życie wizję artysty
a moje życie dotąd spłycone
wzrasta do miary prawdziwego arcydzieła
wiedziona podziwem spoglądam na ciebie
chłonąc twą dobroć zewsząd płynącą
i wciąż na nowo poraża mnie odkrycie
wizji świata widzianej twoimi oczami
gdy jestem przy tobie
staje się współgrającą harmonią
która chowa się w codzienności chaotycznym drganiu
  • awatar P.M.: Głębokie i piękne. Szacun :)
  • awatar Revelin: @my reverie: Owszem zamieszczam tutaj moje własne teksty
  • awatar Gość: Pierwszy raz jestem na twoim blogu i tak się zastanawiam, te wszystkie wiersze są twoje? Bo są naprawdę dobre.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Wiedziona przeczuciem
otworzyłam drzwi do mrocznej piwnicy
wciągając w płuca drażniący zapach
pogrążonej w zapomnieniu przeszłości
ruszyłam w mrok
z każdym krokiem pobudzając do życia tysiące wspomnień
pokonywałam stopnie z mozołem
powstrzymywana strachem
przed zawartością piwnicznego kąta
chwila udręki wiecznością naznaczona
została zakończona z ostatnim pokonanym stopniem
teraz już nie ma odwrotu
zostałam sama w najciemniejszym kącie
gdzie nawet czerń jasnością świeci...

...od kilku godzin trwam w bezruchu
onieśmielona majestatem mojego jestestwa
bijąc się z ciągłym wahaniem
próbuję wskrzesić w sobie odwagę by otworzyć
cmentarzysko uczuć dawno pogrzebane
uniesiona poza granice czasoprzestrzeni
scalam się w jedność z nieprzeniknionym mrokiem
wyzbywając się swej cielesnej powłoki
opuszczam granicę własnego JA
dematerializując cielesną postać
do boju ruszam
w potęgę umysłu uzbrojona
by rozprawić się z demonami przeszłości
walcząc o niepodległą autonomię
demony przeszłości już atakują
czy zasmakuję władzy będąc panią siebie?
czy odejdę w nicość zapomnienia
pochłonięta przez niepokonany mrok przeszłości?
otumaniona niepewnością
wydaję ostatnie tchnienie
resztkami uchodzącej świadomości
rejestrując podszyte strachem pytanie
po której stronie się obudzę...
  • awatar Leo10: super :D
  • awatar SiewcaZwątpienia: Dlatego często bezpieczniej jest pozwolić demonom przeszłości grasować po cmentarzysku gdzie nic nam zrobić nie mogą.Po prostu zostawić je w spokoju.
  • awatar Gość: jeeej.. ekstraaa ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Hej fałszywy pobratymco!
Spójrz z uwagą na swe lustrzane odbicie
By dostrzec belkę w twym oku tkwiącą
Nim kolejny raz z zamiłowaniem
Hojnie obdarujesz mnie plugawymi epitetami
Mieszając z błotem mą skromną osobę
By zyskać w oczach na tle mego zszarganego wizerunku
Spójrz z uwagą na swe lustrzane odbicie
By dostrzec szpecącą belkę
Rzucającą cienie na twym nieskazitelnym obliczu
Wyjmij ją nim przyjdzie ci płakać
Rzewnymi łzami
Gdy tłum życzliwych twarzy
Plecami się odwróci
Odchodząc w stronę zapomnienia o twej niegodziwości
Zostawiając cię zdanego na łaskę własnego zaślepienia
Które bez reszty oddaje cię zgorzknieniu
Byś w samotnym zapomnieniu
Nosił brzemię belkowego cienia
 

 
Gdzie jest mój umysł?
W głowie majaczą pozbawione wszelkiej kontroli myśli
Gdzie jest mój umysł?
Myśl goni myśl twórczą
Myśl goni myśl drażliwą
Myśl goni myśl niepokojącą
Myśl goni myśl przykrą
Myśl goni myśl przyjemną
Myśl goni myśl szaloną
Myśl goni myśl pobudzającą
Myśl goni myśl...
Myśl goni myśl...
Gdzie jest mój umysł?
Nieskładne myśli w swobodnym biegu galopują coraz szybciej
Szaleńcza gonitwa odmierza czas tykającej bezlitośnie bomby
Gdzie jest mój umysł?
Tyle we mnie sprzecznych mocji
Już sama nie wiem co myśleć
Zatracam się bezpowrotnie w tym bezładzie
Chcąc okiełznać niesforny umysł
Tworząc w głowie pustkę czarnej plamy
Na jej tle rozważając pojedyncze przemyślenia
By klarowny plan się zrodził z teorii chaosu
Bo czasu coraz mniej...
Gdzie jest mój umysł?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Pełnosprawni - niepełnosprawni
biorą w dzierżawę czaszkowe pustostany
Hodują w nich skalany dysfunkcją
narząd mózgiem zwany
niezdolny do podjęcia procesów myślowych
bezmyślne sądy wygłaszane
ku pochwale głupoty
na falach eteru
swobodnie noszone
docierają do postronnych słuchaczy
by uruchomić gromki śmiech na sali
doprawiony szczerym politowaniem
i zwieńczony rąk bezradnych rozłożeniem
wszak jak głupca wyprowadzić z błędu
gdy myślenie boli?
 

 
Niewypowiedziane słowa
Milkną na ustach
Ustępując pola
Łzom rozpaczy
Spływającym jak wodospady
Strudzonych rzek
Próbujących zmyć
Uczucie krzywdy
Po odniesionych porażkach
Wszechogarniająca cisza
Spowija zgiełk dnia
Odgradzając zbolałą duszę
Od dnia codziennego
Pozwalając jej zasmakować
Ciężaru przygniatającego barki
By w bezgłośnej rozpaczy
Dotknąć krwawiącego człowieczeństwa
Spoczywającego w rozsypce
Po trudach walki
O godne życie toczonych
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Szybuję z lekkością wśród chmur
Próbując dotknąć gwiazd
Zdobiących firmament doskonały
Z łatwością w skrzydła
Łapię wiatr
Starając się odrobić zadanie
Z lekcji marzeń
W podniebnym locie
Coraz szersze kręgi zataczam
Badając nieznane
W poszukiwaniu
Złotego środka na życie
Czasem zawistne szepty
Niosą wiatry złowrogie
By ściągnąć mnie na ziemię
Jak cień nieszczęsnego Ikara
A ja na skrzydłach niesiona
W płaszczu chmur
Szukam schronienia
I ratunku w niedoli
Zsyłając na ziemię
Gromy z jasnego nieba
Wołające o pomstę
Za krzywdy marzyciela
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Kto sieje wiatr ten burze zbiera
A potem nagle wszystko zamiera
Spokój gdzieś ulatuje
Złowrogi wiatr już atakuje
W chwili zwątpienia wszystko się wali
Słońce umiera i księżyc się pali
Smoliste niebo usłane dziurami
Pluje w ziemię zagłady gwiazdami
Wzburzone wody z brzegów występują
Spiętrzonym nurtem wszystko rujnują
Trujące gazy w powietrzu wirują
Życiodajny tlen szybko niwelują
Języki ognia tańczą szalenie
Gdy ognień żywe pożera istnienie
Zatrzęsły się podstawy świata
Człowiek w człowieku nie ma już brata
Zostało tylko mordercze pragnienie
Na samoistne unicestwienie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Intymna gierka
Toczona między słowami
Staje się słodkim narkotykiem
Przypadkowe muśnięcia
Wzmocnione o wymowne spojrzenia
Podsycone szeptami
Wprawiają w ruch
Namiętną machinę
Dotyk
Nieznaczny
Delikatny
Ulotny
Przypadkowy
Jest jak najgorętszy płomień
Rozpala żywym ogniem
By ciepłym objęciem
Okryć stęsknione serce
Jest jak powiew
Porywistego wiatru w upalny dzień
Kojący i przynoszący ulgę
Wzbudza tyle emocji
Sprzecznych ze sobą
Łączących się
W wspólnym mianowniku
Błogiej rozkoszy...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Z obawy przed odrzuceniem
Odgrywam zupełnie wiarygodnie rolę życia
Spotykając się ze społeczną aprobatą
Za kulisami w ukryciu
Przed niechcianymi spojrzeniami
Porzucam zakłamanie
By choć przez chwilę pobyć sobą
Konspiracja skrywająca mą prawdziwą naturę
Czyni ze mnie nieszczęśliwca
Zagubionego wśród tłumu pełnego ludzi
W poczuciu odosobnienia
Wznoszę się wysoko
Poza ziemską orbitę
Spoglądając na świat
Majaczący u mych stóp
Podziwiam jego piękno
W pełnej okazałości
Z bolesną świadomością że jestem sama
Gdzieś daleko od prawdziwego życia
Póki co krążę samotnie po orbicie
Patrząc na szczęście innych
I ciesząc się nim
Wiedząc że własne szczęście
Majaczy gdzieś na wyciągnięcie dłoni
Na tyle blisko że mam świadomość
Jego istnienia
Jednocześnie na tyle daleko
Że dotknąć go nie mogę...
 

 
Dzisiaj krew to mój zew
Dziś rozwalę komuś łeb
Fala złości
Wypływa z wnętrzności
Spragniona krwi
Nie zazna litości
Tłumiąc krzyk
Duszę się
Tłumiąc wybuch
Cała drżę
Mordercze myśli
Zalały moją duszę
Cierpię wielkie przez to katusze
Moralny dylemat
Przyprawia mnie o mdłości
Rozum woła o zemstę
A serce pełne czułości...
 

 
Zamknięta w kryształowej kuli
Intymnego świata
Ciężką pracą tworzę z wizji
Pejzaże własnej rzeczywistości
Mozolnym krokiem brnę do przodu
Zostawiając ślad swojego istnienia
Na ograniczonej powierzchni
Badając powierzchnię niewidocznej bariery
Próbuję przełamać szklaną taflę
By wyrwać się z klosza ograniczeń
I zasmakować innego powietrza
Próby opuszczenia bezpiecznej ostoi
Niezmiennie doprowadzają do wspólnego finału
Wstrząs szklanej kuli
Wywraca mój świat do góry nogami
Syzyfową pracę zaczynam od nowa
Misternie wyplatając obraz rzeczywistości
Z niezmiennym uporem
Podnosząc się po upadku
Z nową mocą napieram na szklaną barierę
Lecz siły coraz mniej po kolejnym upadku zostaje
Waleczne serce bez walki jednak się nie poddaje
Tylko czas dzieli je od tego
By kiedyś zobaczyć swój mały intymny świat
W swych własnych dłoniach
 

 
Pewien pan miał serce pełne czułości
Dla swej wielkiej życiowej miłości
Wszystkie żale i sekrety
Zostawał w objęciach czułej swej kobiety
Ukrywali magię ich namiętności
Przed powszechnym wzrokiem zazdrości
Lecz jak to w życiu często bywa
To co najważniejsze ciężko się ukrywa
Często obserwowali ich na ulicy
Gdy razem spacerowali nasi zalotnicy
Zewsząd krytykowali pewnego pana
Że źle się z nim obchodzi jego własna dama
I bronił pan czci swej kobiety należycie
Bo przecież ją kochał ponad własne życie
Ucichły w końcu przykre komentarze
Wraz z ciszą święty spokój dając parze
Zostały jednak spojrzenia pełne wpsółczucia
Bo źle ulokował pan swoje uczucia
On jednak nie świadom tego niestety
Oddawał się nadal w objęcia kobiety
I tak historia od lat się toczy
I chyba już w niej nic nie zaskoczy
Może jedynie uchylę rąbka tajemnicy
I zdradzę imię nieszczęsnej oblubienicy
I na finale wyjaśnią się wszystkie sekrety
Dlaczego pan źle ulokował uczucia do kobiety
Tak też na koniec wyjawiona jest tajemnica
Wódka tak nazywała się oblubienica
  • awatar stan19: 8 lat temu byłoby to do mnie i o mnie. Dziękuję za wspomnienia. Cieplutkie uczucia wywołały twoje wiersze. Pozdrawiam,
  • awatar zaamknijpysk: piękne ! *.* cały twój blog jest piękny
  • awatar this-moment: zajebiste.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Serce swym entuzjazmem
Rozpala żyły gorącym tchnieniem
Rozum swą chłodną kalkulacją
Zamraża krew w żyłach płynącą
Nieustanna walka
Pomiędzy rozedrganą emocją
A stateczną powinnością
Toczy się na ziemi niczyjej
Odciskając piętno spustoszenia
Na bezbronnym ciele
W opozycji stojące życiodajne organy
Walczą o własną autonomię
W niepodległym ciele
Na linii frontu
Stoi zagubiona dusza
Zrodzona z serca i rozumu
Zaklęta w wojnie swych rodzicieli
Pacyfizm obiera
Bezradnie odwracając wzrok
Nie chce wiedzieć
Który narząd
Spotka niedola unicestwienia
Na wojennym froncie
Za duszą podążają
Zagubione członki
Ciało posłuszeństwa odmawia
W nieskoordynowanych ruchach
Chcąc wymusić zawieszenie broni
Niemy bunt ginie
W ogniu walki
Życiodajni mocarze
Nieczuli na popełniane
Cielesne zbrodnie
Z ślepym uporem
Walczą o swoje racje
A w człowieku coraz mniej
Z człowieka zostaje
Nie będzie w tej wojnie
Zwycięstwa żadnego
Na polu bitwy zostaną
Sami przegrani
Gdy rozum i serce
Dojdą do porozumienia
Nie będą mieli ciała
By wspólnie działać
Wojenna droga
Doprowadzi jedynie
Do cielesnego unicestwienia...
 

 
W jej spojrzeniu nikt nie dostrzegał blasku
W matowych oczach dawno zgasła iskierka życia
Upchała uczucia w szczelnych szufladach
By mieć szansę na sukces w szczurzym wyścigu
Zadumana nad swoją ludzką niedolą
Szukała w sobie chociaż cząstki siebie
Zgubiona w pędzie cywilizacji
Zlękniona pustką serca
Nieczułą na ludzkie krzywdy
Zawróciła z drogi do celu obranej
Schodząc mijała pozostawione po sobie trupy
W szczątkach szukając kluczy
Do zamkniętych niegdyś uczuć
Droga powrotna okazała się trudniejsza
Niż podróż na szczyty
Spowalniały ją kroki stawianie
W morzu krzywd i cierpienia
Z determinacją kroczyła przez pola spustoszenia
W pędzącym szale własnoręcznie posiane
Przerażające obrazy stawiały jej przeszkody
Na drodze ku odzyskaniu człowieczeństwa
Z determinacją kroczyła dalej
Niosąc na barkach ciężar po swych ofiarach
Po mozolnej drodze resztką sił
Zdołała otworzyć zakurzone dawno szuflady
Teraz zalewa ją fala głębokiego bólu
Za przewinienia bez czułości popełnione
Siedzi bezbronna całkowicie obnażona
Podatna na wszystkie ciosy
Taka już jest cena odkupienia za grzechy
Na drodze do odzyskania utraconego człowieczeństwa
  • awatar dissolved: "W szczątkach szukając kluczy Do zamkniętych niegdyś uczuć Droga powrotna okazała się trudniejsza Niż podróż na szczyty Spowalniały ją kroki stawianie W morzu krzywd i cierpienia" chyba najbardziej mis ie podoba ten fragment, genialne
  • awatar のような 雪: Pozostawała po sobie trupy<3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jest artystką
Malującą obraz życia
W krwistoczerwonych barwach
Zgodnie z doktryną
Poprawności politycznej
Współczesnego świata
Pod zwiewnym płaszczykiem tolerancji
Skrywa swą odwieczną muzę
Dogłębnie przesiąkniętą nienawiścią
Dzielnie dzierżąc berło
W swej wieży samotności
Odgrodzona jest od świata
Bagnem odrażających pomówień
Pani nad paniami
Władczyni wszechmogąca
W swym wygórowanym mniemaniu
Co dzień swoim artyzmem poraża
Władając ciętym językiem
Maluje szyderczą karykaturę
Zwyczajnego człowieka
W swej tronowej sali
Królowa otoczona zewsząd
Swą poronioną twórczością
W samozachwycie
Stawia się na piedestale
U swych stóp
Zostawiając nieidealne
Nic nieznaczące istnienia
W jednoosobowym królestwie
Panoszy się artystka
W nienawistnej sztuce
Zaślepiona swą osobą
Nie dostrzega
Zewsząd płynących
Wodospadów żalu
Piętrzących się na cześć
Jej przykrego losu
Tłum szarych ludzi
Wiwatuje nieprzerwanie
W podzięce królowej
Za jej samoistne wyizolowanie
Skąpana w swym blasku
Monarchini nie dostrzega
Wdzięczności ludu
Za uwolnienie
Od swej własnej marnej istoty
Mizerna ściana chwały
Wątpliwej twórczości
Przesłania jej widok
Na odwieczną prawdę
Odbijającą się w
Godnych pożałowania spojrzeniach
Przeciętnej wspólnoty
Kierowanych w stronę
Jej Marnej Wysokości
Która odwiecznie rani innych
By na cierpieniu
Podbudować swoje
Marne ego bezwartościowej istoty...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kroczyłam z lekkością
Poprzez bezkresne drogi
Mojego wyimaginowanego dziecięcego świata
Z bezmyślną brawurą
Pokonywałam wszystkie zakręty oraz przeszkody
I tak z kolejnym
Postawionym krokiem
Mijały lata
A zarys mojego własnego
idyllicznego świata
Rozmywał się bezpowrotnie
By zniknąć w pędzie życia
Wyszły z cienia
Wszystkie troski i zmartwienia
Zmęczona niesieniem
Brzemienia odpowiedzialności
Na swych wątłych barkach
Przysiadłam na chwilę
Na rozstaju dróg
Oddałam się w niespokojny sen
Z utęsknieniem śniąc
O sielskiej krainie
Obłapiona sennym wspomnieniem
Przegapiłam szalejącą wokół burzę
Teraz stoję na rozstaju dróg
A u mych stóp leży zwalony
Drogowskaz do mojej przyszłości
Za senne marzenia
Słono zapłaciłam
Tracąc klucz do bram mojego życia
Teraz w bezruchu skąpana myślami
Stoję i myślę
Jak obrać właściwą drogę
A jedynym pocieszycielem
W mym zagubieniu
Stały się pozostałe po burzy
Rzęsiste krople
Które jedyne zapłakały
Nad mego losu niedolą
  • awatar J.K.: Pisanie może być jak malarstwo.. Piękne.
  • awatar Revelin: @Dark soul: Czy świetnie piszę to nie wiem, ale cieszę się, że trafiają moje słowa do Ciebie :). To już bez wątpienia duży sukces :). Dziękuję bardzo za taką pozytywną opinię :)
  • awatar Dark soul: kocham ;) kocham wszystkie rodzaje poezji, a tego nie da się do niej nie zaliczyć. Piszesz tak, że łzy napływają mi do oczu. Ja też "tworzę" poezję, ale już nie umieszczam jej na blogu. Masz talent, na prawdę świetnie piszesz ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zdradliwa wena...gdy jest potrzebna to nigdy jej nie ma. I tak człowiek chce coś napisać, żeby się nie udusić, gdy ogrom myśli zaczyna przytłaczać, ale nie wie jak wszystko co w duszy gra wyrazić słowami

I tu się zaczynają schody, pisać o wszystkim jednocześnie czy powoli trawić każdy temat?

Nie mam pojęcia, które rozwiązanie lepsze, a jako, że się zdecydować nie potrafię to podejście do tematu zrobię trochę inne.

Życie ma tą niesamowitą właściwość, że zaczyna się strasznie szybko kręcić w najmniej spodziewanym momencie. I choć jest się w centrum zainteresowań, to nie ma możliwości żeby nadążać za wszystkim co dzieje się dookoła.

W efekcie dynamika życia kojarzy mi się z karuzelą z czasów beztroskiego dzieciństwa. I tak człowiek w momencie narodzin zasiada na swoim koniku i zaczyna się powoli kręcić. Z początku bez wątpienia to wielka uciecha i kapitalna zabawa. Ale nic nie tra wiecznie, prawda? Z biegiem czasu monotonne unoszenie i opadanie na grzbiecie rumaka w połączeniu z jednostajnym wirowaniem, zaczyna przeradzać się w rutynę. Ile można trwać w ograniczonym układzie? I tak nas szara egzystencja dnia codziennego zaczyna po prostu nudzić. Czekamy na odrobinę ekscytacji, która nie nadchodzi. I kręcimy się dalej i trwamy w tym martwym ciągu. Czas leci i leci, a my wiąż wznosimy się i upadamy, góra i dół, migawki z życia przelatują nam przed oczami za każdym okrążeniem. W końcu zbiera nam się na nudności i jedyne pragnienie jest w tym żeby wyrwać się z własnego miejsca i znaleźć się w świecie, wokół którego wirujemy. I w pewnym momencie, długo wyczekiwanym, karuzela w końcu się zatrzymuje. STOP! I nagle wszystko nabiera tempa, bezpieczna monotonna jazda, zostaje przerwana, szumi w głowie i choć stoimy w miejscu świat kręci się dalej. Wszystko nam wiruje a zewsząd atakuje nas kakofonia. Powstaje jeden wielki chaos z zespolenia całego ogromu bombardujących nas bodźców. I będąc jeszcze w szoku, decydujemy się opuścić znajome harmonijne życie, by przekroczyć swoje granice i samemu zgłębić ten szalony świat.

Koniec końców szaleństwo i niezsynchronizowane tempo życia na powrót zachęca nas do powrotu do swojej bezpieczniej ostoi i na nowo zaczynamy się kręcić....
 

 
Wkładanie masek?
Nie dla mnie ta zabawa
Mam wiele twarzy
W zupełności mi to wystarcza
I odpowiada
Nie zakładam masek
A jednak przybieram różne oblicza
Jak każdy mam coś do ukrycia
Przez lata życia zdobyłam silną psychikę
Bez problemu mogę kontrolować mimikę
Gdy wewnętrzne walki we mnie trwają
Rysy twarzy nic nie zdradzają
Kim jestem i co czuję
Dowie się tylko ten kto na to zasługuje
Gdy zaufaniem kogoś obdarzę
Odsłonie przed nim wszystkie moje twarze
Bo tylko człowiek wyjątkowy
Jest całkowicie na to gotowy
By spojrzeć w me mgliste spojrzenie
I dostrzec wszystkie duszy cienie
Więc tylko nieliczny zaszczytu dozna
I prawdziwą mnie dogłębnie pozna
Postronny obserwator się w to nie wlicza
Zobaczy tylko wybrane oblicza...
 

 
Wypaliłam się zanim jeszcze zaczęłam świecić
Próbując się wpasować w idealne schematy
Pod presją współczesnego świata
Próbowałam dogonić kanony standardów życia
Chciałam osiągnąć za wysokie progi
Mozolnie brnąc w górę po szczeblach drabiny
Ciążąca boleśnie kula u nogi
Sukcesywnie ciągnęła mnie w dół za sobą
Syzyfową pracę podjęłam
Marnując witalne zasoby
W pogoni za złudną pełnią szczęścia
Teraz leżę w kałuży z łez powitej
Słono płacąc za marzenia
Rzeczywistość ściągnęła mnie na ziemię
Do marnej egzystencji mego istnienia
 

 
Jak okręty na bezkresnym oceanie życia
wyruszamy w daleką podróż w nieznane
łapiąc wiatr w żagle
próbujemy obrać kurs do ziemi obiecanej
w drodze do celu czeka nieustanna walka
wysokie fale, gwałtowne burze, nieprzyjazne wiatry
by wygrać z naturą trzeba pokonać własne słabości
pustka spotęgowana przez otaczające wody
sprawa, że wpatrujemy się w horyzont
tam gdzie niebo dotyka wody
szukamy majaczącej sylwetki przyjaznego okrętu
patrzymy w te same gwiazdy, pali nas to samo słońce
jednak noszą nas inne wiatry
i choć żeglujemy na wspólnych wodach
tak ciężko nam się odnaleźć
gdy bezskutecznie dryfujemy
trzeba zaryzykować i na chwilę zboczyć z kursu
pozwolić by wody same nas poniosły
zawierzając naturze, poddając się jej bez oporu
w końcu przetniemy szlak innego samotnika
by w dalszą podróż w nieznane ruszyć razem
i choć może do ziemi obiecanej nigdy nie dotrzemy
zawsze znajdzie się port, w którym razem
będziemy mogli osiąść...
 

 
Normalny dom, rodzina
Szczęściem przepełnione chwile
Głowa rodziny
Stoi nad bezpieczeństwem domowego ogniska
Troskliwy mąż i ojciec
Nie chce zakłócić harmonii rodziny
Swe smutki zatrzymuje dla siebie
Demony duszy zamykane w sobie
Pożerają ciało jak śmiertelna choroba
Psychika pod naporem się załamuje
Z duszy pozostają marne okruchy
Wewnętrzne napięcie zmusza go do wyzwolenia
Gdzieś musi znaleźć ratunek z brzemienia
Odgrodzony niewidzialnym murem
Zagubił zdolność komunikacji
Nikomu nie powie ani słowa
Ukojenia trzeba szukać inaczej
Zagłusza swoje troski i żale
Z milczącym towarzyszem niedoli
Wiernym kompanem
Który nie ocenia
Jedynie koi palącym ciepłem
Rozgrzewającym od środka
Zagłuszając echo zmartwienia
Znów siedzi nad szklanką alkoholowego trunku
Myśli że znalazł schronienie
Na prawdę potrzebuje ratunku
Zignorował ostrzegawcze miganie czerwonej lampki
Miał kontrolę nad swoim życiem
Pił tylko trochę dla chwili zapomnienia
Przecież nikogo nie krzywdził
Bezwiednie przekroczył cienką granicę
Nie było zza niej powrotu
Nie zostało mu nic
Mógł tylko sunąć po równi pochyłej
Prosto na samo dno
Nie miał już rodziny
Zburzył harmonię której chciał strzec
Zniszczył to co kochał
Zawierzając zdradzieckiemu ciepłu
Które nie niosło ukojenia
Lecz cicho podsycało trapiące smutki
Stracił kontrolę
Teraz beznamiętnie wódka nim włada
Spoglądając na niego z wyższością
Jak na wrak człowieka spoczywający na dnie
A on czeka jak wierny poddany na jej skinienie
By tylko ponownie obłapiła go swym ciepłem
 

 
Hej Ty!
Czy jesteś tą dziewczyną z sąsiedztwa?
Nie za ładną, nie za brzydką
Po prostu zwyczajną
Czy chodzisz po ulicy niknąc w tłumie?
Nikt nie ogląda się za tobą?
Nie zwraca na ciebie uwagi?
Czy brakuje ci kogoś
z kim możesz podzielić się swym krwawiącym sercem?
Nikt nie okazuje ci wsparcia i zrozumienia?
Przyszło ci do głowy
że jesteś nikomu niepotrzebna?
Samotna, zapomniana, niekochana?
Tak?
Czy oby na pewno tak jest?
Zastanów się!
Czy wizja otaczającej cię rzeczywistości
nie jest rysowana przez twoje czarne myśli?
Czy przypadkiem towarzyszące ci
uczucie osamotnienia
Nie wychodzi właśnie od ciebie?
Czy podświadomie nie odtrącasz ludzi
trzymając się na uboczu
głęboko wierząc
w swoje nic nie warte istnienie
podsycane kompleksami i niską samooceną?
Spójrz w lustro i odpowiedź sobie na pytanie
czy ludzie cie nie dostrzegają
czy też nie chcesz żeby cię zobaczyli?
Dobrze wiesz jaka jest odpowiedź
Widzisz to w swoich oczach
W których skrywa się twoja prawdziwa wartość
schowana przez światem
Może warto pokazać co możesz ofiarować
Swoją osobą?
Boisz się?
Nie szkodzi
Nikt nie urodził się z pewnością siebie
To coś co trzeba w sobie wytrenować
Wystarczy tylko spróbować
A kto wie
Może tym razem życie pozytywnie cię zaskoczy?
Na co jeszcze czekasz?
  • awatar personaldiary: To jest genialne , jak to czytałam czułam sie , jakby to było napisane do mnie , tak naprawde jestem taka dziewczyna opisana w tym wierszu , ktora skrywa swoja prawdziwa wartosc i nawet gdyby chciala nie umie jej pokazac , bo sie boi , ze ludzie nie zrozumiejaa tego , ze ktos taki jak ja moze pokazac , ze jest fajny , odwazny , błyskotliwy , a nawet w pewnym stopniu ma przebłyski mądrości
  • awatar Gość: świetny <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›